Shelly Ann Fraser: „Na trening wychodzę o 4:55 nad ranem”

5 października, 2020 Wyłącz przez Sprinterzy.com

Normalny dzień 32-letniej mistrzyni świata, Shelly Ann Fraser-Pryce wygląda tak, że sprinterka wychodzi z domu o 4:55 rano, żeby udać się na trening. Nie ma w tym z resztą już nic zaskakującego. W grupie Stephena Francisa wszyscy są równi i mają podporządkować się jego zasadom. I choć już ponad 50-letni Francis ograniczył swoją trenerską działalność, to wciąż znajduje siły do wczesnego budzenia się, wraz z zawodnikami. Jeszcze dwa lata temu grupa Shelly Ann w której trenowała, liczyła 40 zawodników, teraz jest ich mniej, ale wciąż zaczynają trening, kiedy jest jeszcze zupełnie ciemno. Drugi trening odbywa się o godzinie 18, łącznie więc Shelly trenuje 12 razy tygodniowo. Kiedy Shelly wraca z treningu, jej dwuletni syn-Zyon, jest już w przedszkolu. Shelly widzi go po raz pierwszy o 12:30, podczas odbioru. Zyon przyszedł na świat 7 czerwca 2017 roku. Dwa lata od tych wydarzeń, Shelly Ann przebiegła 100 metrów w czasie 10.71 sek., to jest tylko 0.01 sek. gorzej od rekordu Jamajki. Jak tego dokonała? Jej poród nie był łatwy. Skończył się przedwczesnym rozwiązaniem i czteromiesięczną hospitalizacją dziecka. Sama zawodniczka przez pół roku po porodzie nie mogła pozwolić sobie na ciężkie treningi, a już na pewno nie mogła podnosić ciężarów. Shelly przyznaje, że kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży siadła na łóżku i płakała. Jako sprinterka zadawała sobie pytanie, czy można wrócić po porodzie. Nie znała odpowiedzi. Dostawała za to mnóstwo pytań sugerujących, że to koniec jej kariery, że ciąża po 30-ce i sport to są elementy, które każą powiedzieć \stop\” Teraz już wiemy. Da się. Shelly Ann została w Katarze mistrzynią świata na 100 metrów. Po raz drugi w karierze. Łącznie złotych medali na MŚ wywalczyła już 9. Oprócz tego dwukrotnie zostawała mistrzynią olimpijską na 100 metrów! Także początki przygody ze sportem nie były dla Shelly łatwe. Zawodniczka urodziła się getcie stolicy, Waterhouse pośród gangów, broni i skrajnego ubóstwa. Jej matka, Maxine pracowała, jako sprzedawca uliczny z trudem zbierając pieniądze na wieczorny posiłek. Kuzyn Shelly został zastrzelony. Kiedy miała 10 lat nie było ją stać na buty. Pierwsze kroki z bieganiem stawiała więc, biegając boso. Także wstępując do klubu MVP Track w Kingston, mogła jedynie pomarzyć o nadających się do tego sportu butach, a co dopiero o kolcach. Trudno w to uwierzyć, ale w MVP surowe zasady dotyczące wczesnego stawania na trening (5 lub 5:30) obowiązują od 2000 roku! Minęło 19 lat, a tam wciąż bez zmian… jakiej jakości charakter muszą mieć tamtejsi sprinterzy! Grupa w jakiej trenuje/trenowała Shelly.