Pia i Ewa pokazały szybkość w sytuacji nowej. Zdobyły medale w najwcześniejszym terminie

0

Za nami dwa pasjonujące finały sprintu. Obie z Polkami. Oba bez wymówek, że przyjechali słabi zawodnicy. Polki pokazały moc w sytuacji nowej, nigdy nie były zmuszone biegać tak szybko na tak wczesnym etapie sezonu.

8 i 9 czerwca. To w tych dniach po brąz i srebro sięgnęły Polki. Dotychczas w całej historii lekkoatletyki nie było sytuacji, żeby o indywidualne medale walczyć tak wcześnie. Szewińska medale mistrzostw Europy zdobywała we wrześniu, zazwyczaj na kontynencie jest to sierpień, a w tym roku postanowiono zrobić ME już na początku czerwca (chcąc zdążyć przed piłkarskim Euro?). Cała polska lekkoatletyka znalazła się w sytuacji nowej, gdzie na walkę o minima były zaledwie trzy tygodnie maja, a nieliczni mieli okazję rywalizować już w kwietniu. Na świecie to nic nowego z uwagi, że najważniejszymi zawodami dającymi przepustkę na MŚ lub igrzyska są mistrzostwa krajowe rozgrywane pod koniec czerwca. Minima i formę trzeba więc robić już na maj(minima trzeba zrobić wcześniej). Do tego dochodzą zawody ligi uczelnianych (NCAA), gdzie trzeba umieć się wybić już w maju. No i system pojedynczej periodyzacji („biegamy bez hali”) każe większości rywalizować na stadionie od marca-kwietnia w związku z czym środek ciężkości formy rozkłada się inaczej. Dla Polski i większości sprinterów charakterystyczny jest system podwójnej periodyzacji (hala +stadion). To naturalnym cyklem wydaje się zaangażowanie sił już w warunkach zimowych. Tym razem władze europejskiej federacji postawiły lekkoatletów w sytuacji nowej, a Polacy dowiedli, że potrafią biegać szybko już od początku.

Pia Skrzyszowska wprost zaczarowała bo raz pierwszy i to wyraźnie przekroczyła barierę 12.5 sekundy na 100m przez płotki! Zbliżyła się w najważniejszym momencie (czyli nie na mityngu, a w zawodach o stawkę) do rekordu Polski i to nie byle jakiego, bo Grażyny Rabsztyn z 1980 roku (12.36 z 13 czerwca, mityng na Skrze, poniżej 12.4 pobiegła tylko raz). Czas 12.42 (+0.8 m/s) dał Polce trzecie miejsce, ale w biegu, który był najszybszy na świecie w tym roku.

Ewa Swoboda do 9 czerwca danego roku nigdy nie pobiegła szybciej, niż zrobiła to w Rzymie na mokrej bieżni i w bardzo mocnej stawce. Najpierw 11.02 (+0.7) w lekkim deszczu, a potem 11.03 (+0.7) na mokrej bieżni w Rzymie. Do złota zabrakło 0.03, a srebro wygrała o niepełne 0.1 sekundy! Jadąc na stadion jak sama komentowała „prawie zemdlała, wszystkie emocje poszły u niej od dołu do góry”, ale będąc pod presją, cały dzień czekając na dwa decydujące biegi pokazała szybkość i wywalczyła pierwszy seniorski medal na 100 metrów. Bieg finałowy był wznawiany dwukrotnie (po falstarcie Kambundji), Ewa dwukrotnie zostawała w blokach, co nie jest dla niej charakterystyczne. Co więcej, to właśnie Polka ma jeden z najlepszych startów na świecie. To pokazuje, że jej forma jeszcze urośnie, oby apogeum osiągnęła podczas sierpniowych igrzysk (konkretnie to 1 sierpnia)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *