Marion Jones: „Byłam w punkcie, w którym nadzieja zniknęła. W więzieniu odkryłam (…)”

30 kwietnia, 2021 Wyłącz przez Sprinterzy.com

 84 Całkowita liczba odwiedzin,  2 Odwiedziny dziś

Austin, Teksas, więzienie stanowe… Marion Jones kończy w zakładowym kostiumie, pierwszy sprinterski odcinek 200 metrów, po czym spogląda w górę. Patrzą na nią setki więźniów, gdzieś w oddali krąży także helikopter z dziennikarzami. Trening 30-letniej, Marion trwa dwie godziny i kończy go dopiero więzienny alarm. A to dopiero pierwszy tydzień z odsiadki jej półrocznej kary za krzywoprzysięstwo. Marion miała miliony na koncie, trzy domy, dwójkę dzieci, sławę, niedawno wzięła też ślub… w momencie odsiadywania przez nią wyroku, bank zajął jej trzy domy, a na jej koncie zostało 7000 złotych. To jednak nic w porównaniu ze stanem psychicznym lekkoatletki. Marion była zdruzgotana, żałowała swoich kłamstw. W więzieniu doszło nawet do jej awantury ze współwięźniarką, w wyniku czego, ta druga została ciężko pobita. Marion trafiła do izolatki. Tam spędziła 1,5 miesiąca. Kiedy transportowano ją samolotem do innego więzienia, była przykuta długim, żelaznym łańcuchem. Potem w czasie wyroku, dostała oprócz biegania, możliwość pracy: myła podłogi i pomagała w piekarni. Łącznie w więzieniu przesiedziała 6 miesięcy, po wyjściu na wolność została pozbawiona m.in. praw obywatelskich i musiała wykonać dodatkowo 800 godzin prac społecznych. Czy dla smaku olimpijskiego złota, było warto paprać się w doping? Poniżej fragmenty wywiadu z Marion Jones-Thompson- autorką zwycięstw z największą przewagą w historii. Co możesz powiedzieć o swoich sześciu mięsiącach w więzieniu? Były chwile, kiedy czułam, że mój świat się skończył. Nie byłam z rodziną. Nie byłam z dziećmi. Popełniłam ogromny błąd, zawiodłam tak wielu ludzi. Poszukiwanie powodu, dla którego znalazłam się w takim bagnie, zmieniło moje życie. Po wyjściu z więzienia, Twoja kara nie zakończyła się… Tak, musiałam dodatkowo odpracować 800 godzin prac społecznych, po odsiadce mam dwa lata próbne, gdzie byłam pod stałą kontrolą kuratora sądowego. Muszę też ujawniać, że jestem skazanym przestępcą i zrezygnować z niektórych praw obywatelskich. Jak wyglądało to przejście od znanego sportowca, do przestępcy? Patrząc wstecz, widzę, że ułamek sekundy, podjęty przed laty, zmienił moje życie. W 2001 roku, zostałam zaproszona na spotkanie z prokuratorami federalnymi, którzy badali leki, mające powodować wzrost formy. Zadawali mi całe mnóstwo pytań odnośnie używania suplementów i leków. Potem wyciągnęli małą fiolkę i popchnęli ją na stół. Rozpoznałam tą fiolkę, jako dodatek, który podawał mi Trevor Graham (trener). Nie wiedziałam, że to doping. Dopiero prokuratorzy powiedzieli, mi, że to the clear „, olej lniany, zawierający steryd. Miałam wówczas kilka sekund na przyznanie się, że miałam z tym do czynienia. Podjęłam decyzję, że będę kłamać. Chciałam to ukryć. Ta decyzja zajęła mi trzy, lub cztery sekundy. To jedna z tych chwil, których żałuję i które chciałabym odwrócić, cofnąć się w czasie i odwrócić. Dlaczego więc wybrałaś wtedy kłamstwo? Okłamałam prokuratorów, bo wiedziałam, że jeżeli się przyznam, wszystkie moje wyniki zostaną zakwestionowane. Wiem, jak ciężko pracowałam i jak wielkim talentem zostałam pobłogosławiona i w głębi serca nie wiedziałam, jak bardzo ten doping mi pomógł. Kiedy podejmowałam decyzję o kłamstwie, miałam w głowie obraz mojej szczęśliwej rodziny, ich radość związaną z moimi sukcesami w Sydney, miałam przed oczami sponsorów, bliskich… nie mogłam ich rozczarować, zawieść. Po dłuższych przemyśleniach, doszłam do wniosku, że gdybym wówczas wyszła ze spotkania z prokuratorami i dostała pięć minut, moja odpowiedź byłaby inna. Działałam pod impulsem chwili. To działo się zbyt szybko. Victor Conte zeznał, że siedziałaś obok niego i brałaś zastrzyk z przygotowanym przez niego dopingiem. Dziennikarz zapytał go ponownie, a on potwierdził… Spotkałam Victora kilka razy w przeszłości, on skłamał w tym wywiadzie. Wiem, że to, co przyznałam prokuratorom na temat współpracy z Victorem, jest prawdą. Nie znam motywów jego kłamstwa. Nigdy nie miałam formalnego związku z Victorem i nigdy nie pytałam go o radę. Mój ówczesny trener, Graham miał z nim relacje i wiem, że był u niego po porady dla grupy i dla mnie. Tak zaczęła się ta cała historia. Co czułaś po przyjęciu fiolki z dopingiem? Myślałem, że to suplement, olej lniany… Zauważyłam, że miałam po nim więcej energii na bieżni. Pamiętam, że dostawałam często „drugi wiatr ” i mogę biegać szybciej. I choć widziałam różnicę, nie przypisywałam jej stosowaniu „oleju „, ale ciężkiemu treningowi, który działał w połączeniu z suplementami. Nigdy jednak nie brałam pod uwagę, że przyjmuję doping. Czy w Sydney (2000) byłabyś w stanie wygrać medal, bez dopingu? Tak, wiele razy się nad tym zastanawiałam. Nadal myślę, że wygrałabym w Sydney, także bez dopingu. Sam fakt, że jest tutaj znak zapytania, sprawia, że to nie było sprawiedliwe dla innych zawodników. Czy kara więzienia jest najwyższą ceną za błędy? Nie, nie uważam, żeby to była najwyższa cena. Ostateczną ceną jest świadomość, że twoje imię, reputacja, oraz wszystko za co walczyłeś, było kłamstwem. Pójście do więzienia było jedynie dodatkiem.

Marion Jones na konferencji prasowej w 2007 roku przeprosiła za kłamstwa i przyznała się do dopingu:

Co zmieniło się u Ciebie po tych wszystkich doświadczeniach? Teraz doceniam więcej małych rzeczy. Nawet proste wychodzenie do supermarketu i kupowanie tego co chcę jest dla mnie łaską. Są dni, kiedy jeżdżę po mojego syna i dziękuję Bogu, że dał mi ten dar. Było tyle dni, kiedy byłam w więzieniu i żałowałam, że nie mogę tego robić… po prostu trzymać moich dzieci, lub dzwonić do mojego najlepszego przyjaciela. Czy wyrok jaki na Ciebie zapadł był w pełni sprawiedliwy? Tak, wyrok był sprawiedliwy. Łatwo jest się usprawiedliwiać, z łatwością mogłabym wskazać palcem konkretne osoby i oskarżyć je, lub porównać się z nimi, ale wiesz co… to ja. Dokonałam złego wyboru, żeby oddać swoją przyszłość i wolność w ręce kogoś innego. Zrobiłam to ja i muszę z tym żyć. To doświadczenie nauczyło mnie kwestionować motywy innych ludzi. Zmusiło mnie do uświadomienia sobie, że nie mogę dłużej chować się za sprawnością sportową. W przeszłości byłam Marion Jones, lekkoatletką. Dopiero w więzieniu zrozumiałam, że wykorzystałam część siebie, bycie lekkoatletą, jako zasłonę dla moich słabości. Dużo wyborów, jakich dokonałam w przeszłości, były podyktowane właśnie tą słabością. Teraz oczywiście nie mam tej ochrony/zasłony bycia sportowcem, dowiedziałam się kim naprawdę jestem. Jak postrzegasz swoją przyszłość? Myślę, że następny rozdział mojego życia będzie większy i lepszy, niż ten ostatni. Moim celem jest teraz dowiedzieć się, jak kontaktować się z ludzmi na większym poziomie. Chciałabym nauczyć innych, młodych ludzi, jak dokonywać wyborów, jak dokonywać dobrych wyborów. Chciałabym nauczyć ich, jak negatywne doświadczenia, przerabiać na pozytywne… Wspominałaś, że do więzienia wzięłaś ze sobą Biblię… Tak, pozwolono mi na zabranie dosłownie kilku rzeczy, w tym Biblii. Kiedy byłam w samotności, otwierałam ją, czułam, że te Słowa żyją we mnie, a ja chłonę je, jak gąbka. Czasami Bóg stawia cię w sytuacjach, w których wydaje się, że nie ma nic więcej. Musisz się do Niego zwrócić i czuję się swobodnie mówiąc o tym. Czuję, że Bóg celowo postawił mnie w takiej sytuacji, spowolnił moje życie, na tyle, by powiedzieć: „Wiesz co Marion? Naprawdę powinienem być najważniejszy w Twoim życiu „. Często zastanawiam się, jak u licha po tym wszystkim, wydarzyło się w moim życiu tyle dobrego? To mógł być tylko On „. Czy dla odkrycia Boga, warto było zapłacić cenę, jaką była utrata sławy, pieniędzy, a także upokorzenia i więzienie? Oczywiście. Cały czas to mówię. Absolutnie. Nie życzyłabym tych swoich doświadczeń, wrogowi, ale tak… te doświadczenia zmieniły mnie. To wszystko zmieniło się w pozytywną drogę, pomogło mi ustalić, co jest najważniejsze w życiu. To nie są sława i pieniądze. Bóg wciąż nade mną pracuje. Nie chcę, żeby ludzie kiedykolwiek myśleli: „Rozpracowałem to wszystko, i znam plan na swoje życie „. To nie tak. Cały czas jestem w toku… Ale cały czas wiem, że to co robię jest dziełem Boga. Z pewnością byłam w punkcie, w którym nadzieja zniknęła. Lubię mówić: „Wciąż jestem Marion, ale właśnie się przemieniłam „. Po wyjściu z więzienia, Marion założyła fundację, zachęcającą dzieci do uprawiania sportu. Stworzyła także inicjatywę „Take a Break „, której celem jest przekazywanie ludziom, że przed ważnymi decyzjami, które mogą wpłynąć na ich życie, należy się zastanowić. Marion jezdzi po USA na różne spotkania, gdzie opowiada o swoich doświadczeniach. Wydała także dwie książki. Ma trójkę dzieci. Powyższe fragmenty wywiadu pochodzą z rozmowy z Winfrey Oprah i ze Scottem Rossem.

Marion Jones w czasie zdobywania złota olimpijskiego (Sydney 2000)

'),