Kim jest nastoletnia Christine Mboma, nowa rekordzistka świata juniorów (48.54/400M)?

Kim jest nastoletnia Christine Mboma, nowa rekordzistka świata juniorów (48.54/400M)?

1 lipca, 2021 Wyłączone przez Sprinterzy.com

 682 Całkowita liczba odwiedzin,  2 Odwiedziny dziś

Na początku trochę refleksji. Obserwując takie wydarzenia, jak to z Bydgoszczy, gdzie 18-letnia Namibijka ustanawia rekord świata U-20 nie sposób odnieść wrażenia, że coś jest nie tak. Albo z nami, albo z nią. Zauważmy, że nasze emocje w XXI wieku ograniczamy do internetu. Tutaj konsumpcja treści wygląda inaczej, niż ma to miejsce w rzeczywistości, na żywo. Czytając komentarze lub artykuły dochodzimy do wniosków, że to kolejny wielki talent, który za chwilę wpadnie na dopingu, lub prawdopodobnie ma DSD (dymorfizm płciowy), lub po prostu jej poziom testosteronu jest za duży. Nie mając opinii, nagle zaczynamy mieć pewne zdanie, właśnie z uwagi, że ktoś coś powiedział. Tymczasem nie tak wygląda rzeczywistość. Takie cuda, jak 48.54 sekundy dzieją się poza blaskiem kamer i internetu, który zakłamuje rzeczywistość. 

 

Pamiętamy z pewnością szok i radość, jaka wynikała z faktu, że oto 18-letnia Ewa Swoboda pobiegła w Toruniu 60M w czasie 7.07 sekundy. (sezon rozpoczęła natomiast od dwóch mocnych biegów w czasie 7.42). Nagle Polka wymazuje z tebel 17-letni halowy rekord świata, który wynosił 7.09 sek. Radości nie ma końca, ale jest też oczywiste niedowierzanie. W internecie jednak mało kto wówczas pozwolił sobie na komentarz: “ona biega na dopingu”, lub ma “za wysoki poziom testosteronu”. Nikt też nie zmuszał ją do badań. W końcu o wiele ciężej o krytykę, kiedy sprawa dotyczy naszego podwórka. Jednak kiedy rekord świata ustanawia jakaś Christine Mboma, to dyskusja na temat tego nie ma końca. Nikt nie zna prawdy, ale o komentarz łatwo. W końcu niecenzurowany internet przyjmie wszystko. Warto jednak zacząć myśleć z rozumem i analizować fakty, bo świat ucieka Polsce coraz bardziej w sprincie, a wiele osób wciąż ma problem z logicznym myśleniem. Przejdźmy do rzeczy.

 

Christine Mboma nie pojawiła się nagle, tak jak nagle nie pojawiła się Ewa Swoboda, choć każda z nich wprawiła w szok najpierw swoich nauczycieli, a potem w końcu i najbliższych kibiców. Mboma z racji słabej zdolności rozwijania prędkości na pierwszych metrach dystansu zaczynała od 800 metrów i tam w 2019 roku uzyskała czas 2:17.11. Miała wówczas 16 lat i jak łatwo się domyślić trenowała biegając znacznie dłuższe odcinki, trenowała z resztą już w szkole. Swoje treningi zintensyfikowała po śmierci matki, czyli w 2019 roku. Wraz z autorką trzeciego wyniku w historii juniorskich 400M, czyli Beatrice Masilingi trafiła pod skrzydła Henka Bothy, trenera lekkoatletyki. Tak zaczęła się jej droga do sławy. To nie jest jednak tak, że ktoś sobie przychodzi i po trzech latach uzyskuje rekord świata. W Europie to coraz mniej widoczne, ale w Afryce jest się aktywnym od dzieciństwa. Gimnastykę nabywa się goniąc za piłką po osiedlowych boiskach, uczęszczając kilka kilometrów na rowerze, lub pieszo do szkoły i w końcu pomagając rodzicom np. poprzez wypasanie bydła za którym trzeba nierzadko gonić. Bazą dla wielu utalentowanych dzieciaków jest suma aktywności z przeszłości. Dość wspomnieć, że Afryka należy do najmłodszych rejonów do życia na Ziemi. Dzieci w wieku 0-14 lat stanowią aż 44% całej populacji kontynentu, podczas gdy Europa wymiera i udział młodszych jest coraz rzadszy. Czy na tle takiej statystyki można się w ogóle dziwić, że gdzieś znajdzie się tak duży talent, jak Mboma? Czy skromną nastolatkę można w ogóle posądzać o doping? Nawet jeśli, to i tak górę bierze przede wszystkim talent, który jest fundamentem rozwoju.

 

Ci którzy analizowali fenomen polskiego Wunderteamu wiedzą z pewnością, że w latach 50-tych, kiedy społeczeństwo było uboższe chętnych do treningu było więcej. Wynikało to zarówno z wyżu demograficznego, jak i z biedy dnia codziennego. Przynależność do klubu była bowiem wyznacznikiem jakiegoś statusu. Najwięcej chętnych zgłaszało się do klubów lekkoatletycznych, bo lekkoatletyka była jedną z czterech najpopularniejszych wówczas dyscyplin. Skąd się wziął niż demograficzny i co idzie za wzrostem bogactwa nie trzeba chyba wyjaśniać. Szczęśliwie się złożyło, że lekkoatletyka w Polsce była popularna, a wsparcie komunistycznego aparatu państwa dla sportu było bardzo duże. W wywiadzie dla nas wyjaśniał to choćby członek Wunderteamu, Edward Bugała. Namibii daleko do sukcesów naszych, ale przykład niespełna 3-milionowej Jamajki pokazuje, że także tam można stworzyć kopalnię talentów. Za obecny stan rzeczy odpowiada tam trener, Henk Botha, który podobnie, jak Bugała w 1950 roku ma pod swoim nadzorem blisko 50 zawodników. I tutaj wracamy do refleksji z początków artykułu. Komu obecnie chce się dojeżdzać i organizować treningi dla kilkudziesięciu sportowców za tzw. psie pieniądze? I czy w ogóle jest możliwe zebranie tak dużej grupy w dyscyplinie innej niż piłka nożna? I w końcu pytanie o motywacje. Czy współczesnemu nastolatkowi chce się spędzać czas na treningu, podczas gdy ma koreptetycje, zajęcia z pływania, lekcje gry na skrzypcach, a wieczorem jeszcze umawia się na gry komputerowe? No właśnie. Tymczasem Henkowi się chce, bo widzi zapał swoich podopiecznych. I nie ma przy tym łatwo, bo do zawodników musi dojeżdzać często kilkadziesiąt kilometrów. Ma ich prawie 50, ale trenuje ich w różnych rejonach. Grupa Mbomy i Masilingi liczy 6 osób i trenuje 2 razy dziennie przez 4 dni w tygodniu. Pierwsze zajęcia na siłowni rozpoczynają się rano, a drugie mają miejsce o godzinie 16 na stadionie. Jest to uzależnione też od możliwości i dostępności obiektów. Temperatura nie jest przeszkodą, bowiem mieszkają oni w rejonie, gdzie temperatury są często podobne, jak na południu Europy. Pytamy Henka, bo udało nam się z nim porozmawiać, czy oni naprawdę traktują pozostałe 3 dni jako rest (przerwę)? Odpowiedź jest twierdząca. Kiedy jednak przypominamy sobie rozmowy z trenerem Wayde’a van Niekerka, czy Shaunae Miller-Uibo to odpowiedź jest podobna. W ich przypadku dni wolne od profesjonalnego treningu to tzw. “active recovery”, z czego jeden jest całkowicie wolny, a aktywna regeneracja nie stanowi obowiązku do wykonania, bowiem nie wlicza się do całkowitej objętości treningu.

 

Trudno, żeby mając taką wiedzę nie zapytać o to, jak sprawy mają się w Polsce. Tutaj nie ma tzw. aktywnej regeneracji, a więc nie rozdziela się dni o wysokiej intensywności, żeby dać zawodnikom odpocząć. Trenuje się nieustannie przez 6 dni w tygodniu. Porównując konstrukcję planu rekordzistów świata i Polaków uderza więc przede wszystkim brak regeneracji. Kiedy pytamy polskich sprinterów o to, jak trenują to słowo “odpoczynek” pada przy okazji co najwyżej niedzieli. A objętości treningowe mają przecież duże. Związek z przedwcześnie kończącymi karierę juniorami nasuwa się niemal od razu. My im nie dajemy odpocząć, zażynamy ich objętościami, nie dając czasu na regenerację. Takie porównanie musi boleć, szczególnie w czasach, gdzie dostęp do wiedzy jest wręcz nieskrępowany, a najlepsi trenerzy na świecie chętnie dzielą się swoją wiedzą, z czego korzysta między innymi nasz klub i portal… cdn.