Po co?
Pierwszy sezon to ledwie trzy miesiące zabawy (maj, czerwiec, może jeszcze wrzesień). Co jeśli zaczniesz od powiedzmy 13.20/100m (dla kobiet), a Twoja progresja zatrzyma się na 13.21 trzy miesiące później? Rozczarowanie bierze górę, świadomość, że nie jest się talentem staje się hamulcowym. „Po co kontynuować?”-pytasz samą/samego siebie? Wkrótce 19 urodziny, wybór studiów, przeprowadzka do miasta, a pasuje już próbować zarabiać. Wiek przełomu, ale pytania o sens treningów padają zawsze kiedy pojawia się regres. Lekkoatletyka to nie mecz. Tu liczysz się Ty, twój wynik, jego progres.
Zbyt wielu poddaje się już po trzech miesiącach. Słusznie mówił Bolt: „Są ludzie, którzy nie widzą rezultatów po dwóch miesiącach i odchodzą. Czasami porażki szuka się samemu”. Tak nie działa sport. Co więcej tak nie działa biznes, tak nie działa żadne dzieło zrodzone z pasji.
Oczywiście zdarzają się wyjątki, zdarzają się ludzie, którzy pierwszy milion dostaną w spadku, zdarzą się tacy, którzy po dwóch miesiącach poprawią się o sekundę, ale w większości przypadków tak to nie działa. Weźmy choćby Alje del Ponte. 15-letnia dziewczynka zaczyna swój pierwszy sezon w karierze. Na zegarze czas 13.15 (+0.6). Po trzech miesiącach pracy wynik 13.30(0.0) we wrześniu. Co się dzieje w głowie Ajli? Czy do dziecka (które w tym wieku już może biegać 12.5 co pokazuje choćby polskie podwórko) może dotrzeć argument , że to początek podróży? Może tak jeśli to zabawa i ma z tego frajdę. Przychodzi więc drugi sezon w jej karierze. To już 16-letnia doświadczona ponad rokiem treningu sprinterka. Czas na otwarcie sezonu w czerwcu 2012? Tylko 13.14 (+0.1). Życiówka poprawiona o 0.01. Czy to powód do satysfakcji? Trener mówi, że to „dobrze na początek. Sezon się rozkręci”.
Tymczasem kolejne starty nie przynoszą poprawy. 13.22, 13.25… „Ale jak to?”
Trener próbując ratować motywację Ajli angażuje ją w skoki w dal/wzwyż… Zawsze coś, ale wyniki przeciętne… Kolejny sezon na minus… Finał tej historii jest już znany. Dokładnie 10 lat później del Ponte zobaczy na zegarze wynik 10.90….
Lekkoatletyka to niestety praca, która nie musi się zwrócić nawet po dwóch latach. A nawet jeśli się zwróci to swój własny szczyt zawodnik i tak pozna jeśli potrenuje ponad dekadę. Nie ma znaczenia kiedy się zaczyna. Znaczenie ma jak się zaczyna. Czy jest to frajda, faktyczne budowanie fundamentu, czy raczej orientacja na wynik (choć nie można odbierać wyjątkom przełamywania reguł). Szybka progresja z roku na rok i z roku na dwa może być fajną motywacja, ale lądowanie może być szorstkie w wieku przełomu (19-20 lat). Trener i zawodnik, także jego rodzice muszą umieć to poskładać. Sztuka dla sztuki.
Lekkoatletyka jest Królową Sportu. Jeśli ktoś pyta „po co?” to odpowiedzią jest motoryczny rozwój techniki lokomocji, skoku, rzutu, sprintu. Lekkoatletyka to Królowa i Fundament. To jak najlepszy WF. Jeśli nie zwrócić ci się w wyniku, to zwróci ci się w umiejętności dbania o siebie, może w innej dyscyplinie sportu, może w wyglądzie, diecie, pracy… Oczywiście, że nie za wszelką cenę (no raczej nie, bo znowóż wyjątki tworzą regułę), ale jesli lekkoatletyka jest zabawą (a nie np tempem co miesiąc na 5×300 lub treningiem 5x w tygodniu +WFy itd) to może być trampoliną do dalszej pracy niezależnie od postępu. Bo za lekką stoi też pasja, wręcz miłość wypełniająca brakującą przestrzeń. Tu nie ma podziału na wiek. Rekordzistka Portugalii po 40 roku życia w wieku 20 lat nie brała udziału w żadnych zawodach, podobnie jak 33-letni gość z Anglii, który po pracy w wieku 24 lat chodził na piłkę… a potem złamał 11, potem 10, aż w końcu 9.9… Zakochali się niezależnie od wieku. Są i historie dzieciaków, którzy wygrali 60m w wieku 8 lat, potem zmienili sport na ciekawy SKS z koszykówki, aż w końcu powrócili żeby w wieku 19 lat stać się objawieniem na 100 metrów…
Pytanie „po co mi to dalej?” padnie prawdopodobnie kilkadziesiąt razy w twojej karierze. Buduj na dobrym fundamencie!
Jeśli sprint to NIE tylko bieganie! Skakaj, rzucaj, chodź na gimnastykę i jeśli nie z WFu to korzystaj z SKSu. Lekkoatletyka nie może się nudzić. Usain Bolt w wieku 17 lat po dyskotece nie pojawiał się na treningu, a trener… dał mu do tego prawo! Bez presji. I znowu… mogło się nie udać, a udało się. Są i trenerzy, którzy narzucą reżim i też może się udać. Lekkoatletyka jest zbyt indywidualna, żeby kogoś z pozoru bez talentu i zaangażowania odrzucić. Trzeba raczej opanować sztukę cierpliwości. I tego wszystkim życzymy.